czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział 3

               Pogoda była słoneczna. Wszyscy cieszyli się z ostatniego weekendu w szkole magii. Wiadome było, że czeka ich jeszcze tydzień nauki (chociaż profesorowie już im odpuszczali i zadawali mniej prac domowych) i w końcu wrócą do domu rozpoczynając przy tym wakacje. Tylko jedna osoba cały czas siedziała bardzo zamyślona, siedząc na parapecie w swoim dormitorium i patrząc tępo przez okno. Tak właściwie to dwie osoby, tak dwie. Druga siedziała w „swoim pokoju” w Pokoju Życzeń.
                Hermiona myślała o tym, co się dzieje między nią, a Fredem. „Przecież nic się nie dzieje. Jesteśmy przyjaciółmi i tyle” okłamywała sama siebie, a po policzku spłynęła jej mała łza. Szatynka jest strasznie emocjonalna. Rudzielec natomiast siedząc na kanapie, na której wcześniej siedziała tamta dziewczyna, trzymał ten stary sweter wydziergany przez matkę myśląc o dziewczynie. On? Największy dowcipniś i podrywacz w szkole. To na jego widok wzdychały dziewczęta, a nie na odwrót. Ale czy, aby na pewno on coś czuje do Miony. Sam nie wie. Być może nie dorósł do bycia z taką dziewczyną.
-No cóż, przekonamy się! – zawołał głośno, przecież i tak nikt go nie słyszał. Wyszedł z pokoju sprężystym krokiem, całkowicie zapominając o swoich filozoficznych przemyśleniach.
                Rudzielec idąc korytarzem na 5 piętrze wpadł na jakąś dziewczynę. Krukonka. Nawet ładna, szczupła, czarne długie włosy i granatowe oczy. Szybko przeprosił dziewczynę, pozbierał jej książki i uciekł. Tamta zdążyła się tylko lekko uśmiechnąć.
-Pewnie normalnie do niej zagadał, ale kurde coś mnie powstrzymało, Miona, taa nieźle ta mała mi w głowie miesza.- przypomniał sobie o szatynce –Co ty widzisz w tej dziewczynie?
                Na nieszczęście chłopaka jego cudowny brat bliźniak akurat wyszedł zza zakrętu i uśmiechnął się do niego z politowaniem.
-Rozumiem, że jak się zakochałeś do gadasz sam do siebie, ale rób to u siebie w dormitorium, a nie na środku korytarza z maślanymi oczami.
-Że co?! Ja? Zakochany? Niby w kim. –Młodszy bliźniak udał rozbawienie tą sytuacją, ale George znał go tak dobrze jak samego siebie i od razu rozpoznał zdenerwowanie brata.
-W naszej Mionce z tego co widzę, Freddie –zaśmiał się rudzielec.
-Chyba żartujesz, w Mionie. Pff… tej kujonce. Może i jest ładna, ale od razu, że się zakochałem. Ona mnie nie interesuje. –miał nadzieje, że brat nie wyczuje niczego w jego głosie. Jednak ten okazał się sprytniejszy.
-No skoro tak to spoko. Myślałem, żeby może się z nią umówić, w końcu ostatnio często gadamy. Może wyniknie z tego coś więcej. –uśmiechnął się zadziornie i już widział pulsującą żyłkę, na czole bliźniaka.
-No chyba żartujesz! –W przypływie emocji docisnął brata do ściany, ale po chwili się opamiętał i puścił go, a tamten tylko się śmiał.
-A jednak braciszku. I szczerze współczuję, będziesz miał z nią ciężkie życie.


*


-Miona. Widzą, że coś się dzieje między tobą, a Fredem. I nie wymiguj się. –Lavender próbowała wyciągnąć coś wiecęj z Hermiony.
-Co? Nie, nie. Nic się nie dzieje. –dziewczyna niestety nie umiała kłamać. Chciała jak najszybciej zakończyć tą rozmowę. –A tak poza tym muszę iść do… eee… no do biblioteki!
-Ehh… No dobra. Dokończymy tą rozmowę później, razem z Gin, więc się tak łatwo nie wymigasz.
                Dziewczyna szybko wyszła z dormitorium i skierowała się w bliżej nieokreślonym kierunku. Szła powoli szerokim korytarzem na 5 piętrze. Portrety na ścianie po jej lewej stronie bacznie się jej przyglądały. Nie wiedziała czemu są takie poważne i gapią się na nią jakby im matkę patelnią zabiła. Tuż przed tym jak miała wejść w zakręt usłyszała rozmowę. Jeden głos był ciepły, głęboki i zachrypnięty, drugi podobny, ale trochę bardziej dziecinny. To byli bliźniacy. Mimo, iż nie chciała podsłuchiwać to zatrzymała się i przysłuchała z uwagą.
- Że co?! Ja? Zakochany? Niby w kim. –„To Fred. Brat go nieźle zdenerwował” pomyślała i uśmiechnęła się pod nosem.
- W naszej Mionce z tego co widzę, Freddie. –Hermiona musiała przytrzymać usta dłońmi, aby jej nie usłyszeli. Przylgnęła bliżej ściany i odrobinę przesunęła się w ich kierunku. Teraz widziała ich obu. George opierał się o ścianę, a Fred stanął naprzeciwko niego tak, że rude włosy zasłoniły jego twarz przed Gryfonką.
-Chyba żartujesz, w Mionie. Pff… tej kujonce. Może i jest ładna, ale od razu, że się zakochałem. Ona mnie nie interesuje. –W oczach Hermiony zebrały się łzy. W sumie, czego ona się spodziewała, że największy dowcipniś w Hogwarcie się w niej zakocha. Już chciała uciec, ale usłyszała jeszcze parę słów.
-No skoro tak to spoko. Myślałem, żeby może się z nią umówić, w końcu ostatnio często gadamy. Może wyniknie z tego coś więcej. –Gryfonka wiedziała, że ten chce tylko podpuścić Freda, a tak naprawdę raczej nie chce się z nią umawiać.
--No chyba żartujesz! –Krzyknął i dziewczyna zobaczyła jak przyciska brata to ściany. Omal nie pisnęła.
Szybko oddaliła się z miejsca zdarzenia. Nie wiedziała gdzie iść, lepiej, żeby bliźniacy się nie dowiedzieli o tym, że ich słyszała. Widziała jak Fred wybiega zza rogu i przyśpieszyła tępa. Na szczęście wpadł na jakąś dziewczynę ze Slytherinu i nie widział szatynki.
-Kurwa –potknęła się i upadła prosto na siedzącego na ziemi pod ścianą Rona. Nigdy nie używała takich słów, ale teraz sama nie wiedziała co ma zrobić.
-Wow, Miona. Nie dość, że nieźle klniesz to jeszcze upadasz mi prosto na kolana. –zaśmiał się lekko zdziwiony rudzielec.
-Oh. Nie bądź głupi, Ronaldzie. –Już chciała wstać z chłopaka, ale ten ją przytrzymał, i akurat musiał napatoczyć się Fred.
-Eee… Hej. –powiedział lekko zmieszany tym dwuznacznym widokiem.
-Fred! Pomożesz mi. Chcę wstać, ale Ronald mnie nie puszcza i zagapił się na coś jakby ktoś go potraktował zaklęciem Imperius.
                Rudzielec jednym ruchem złapał dziewczynę w talii i podniósł do góry. Obrócił się z nią w powietrzu i postawił na ziemi obok. Po minie Rona, który nagle oprzytomniał widać było, że starszy brat nieźle go wkurzył. Fred dość zdziwił się, gdy złapał Hermionę w talii. Nie spodziewał się, że dziewczyna jest taka szczupła. Pod tą bezkształtną szatą nic nie było widać.
-Dzięki Freddie. –Uśmiechnęła się, cmoknęła rudzielca w policzek, rzuciła jeszcze wrogie spojrzenie Ronaldowi i poszła w głąb korytarza.
                Fred stał jakby zapatrzony w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała Hermiona i delikatnie dotknął policzka. Gdy ocknął się i zobaczył minę młodszego brata uśmiechnął się kpiąco i odszedł w tym samym kierunku co dziewczyna. Długo chodził, ale nie mógł jej znaleźć. W końcu skierował się do swojego ulubionego miejsca, jakim rzecz jasna był Pokój Życzeń. Niestety pewna Gryfonka złośliwie również tam się wybrała, weszła do pokoju Freda, który, jak uważała był teraz również jej pokojem.
-Miona. Co ty znowu robisz w moim pokoju? –zapytał lekko poirytowany.
-A od kiedy to jest twój pokój? –zapytała złośliwie wstając z fotela i podchodząc do rudzielca. Ten pochylił się lekko, że ich twarze były o wiele za blisko siebie. Już się rozmarzył, ale po chwili poczuł drobną dłoń dziewczyny na swoim policzku, która agresywnie coś z niej wycierała. –Trochę cie ubrudziłam. –Zaśmiała się. Był na nią zły, że zabrała mu coś co sama mu dała. Nigdy nie cieszył się tak ze zwykłego buziaka. Nie o się nie cieszył, on wtedy zaniemówił. Żadna dziewczyna nigdy czegoś takiego nie spowodowała w rudzielcu. Jednak za chwilę odzyskał swój dawny wyraz twarzy. Zbliżył się jeszcze bardziej i powiedział.
-Dlaczego go wytarłaś? –spytał z udawanym oburzeniem. –Teraz należy mi się drugi –I nadstawił drugi policzek pokazując palcem miejsce, na którym chce otrzymać buziaka.
-Jesteś okropny, Fred! –odparła, ale z wielką przyjemnością cmoknęła chłopaka w policzek. Zaraz po tym wymierzyła mu policzek i uśmiechnęła się niczym prawdziwa ślizgonka. Ten lekko zdziwiony zawołał.
-Nieładnie, panno Granger, bardzo nieładnie. Chyba czas na karę! –I zaczęli się ganiać po całym pokoju jak małe dzieci śmiejąc się przy tym w niebogłosy. Gdy w końcu „Lady Miona” została schwytana przez „Sir Cadogana Jr.” Fred zawołał:
-Oh, i co teraz Pani zrobi?
-Sama nie wiem. –Uśmiechnęła się zawadiacko. Fredowi bardzo spodobał się ten uśmiech. –A czego Sir ode mnie oczekuje?
-Chyba wiem. Za ten policzek po proszę całusa w czoło lub… -I wskazał na palcem na swoje usta robiąc przy tym dziewczęcą minkę i trzepocząc rzęsami.
Oh! Nie ma mowy! –podobała jej się druga opcja, ale duma kazała jej jeszcze trochę się pokrócić z Sir Cadoganem Jr.
-Zatem nie puszczę Pani. –powiedział teatralnie trzymając dziewczynę w pasie, aby mu przypadkiem nie uciekła.

-No dobrze, wybieram pierwszą opcję! –stwierdziła zadowolona, a bliźniak na to wyprostował się na tyle aby dosięgła jego ust, ale nie miała szans dosięgnąć czoła. –Sprytnie to wymyśliłeś. –I szybko cmoknęła go w usta i uciekła z Pokoju Życzeń krzycząc przy tym, a Fred rzucił się w pogoń za dziewczyną.

3 komentarze: