Pogoda
była słoneczna. Wszyscy cieszyli się z ostatniego weekendu w szkole magii.
Wiadome było, że czeka ich jeszcze tydzień nauki (chociaż profesorowie już im
odpuszczali i zadawali mniej prac domowych) i w końcu wrócą do domu
rozpoczynając przy tym wakacje. Tylko jedna osoba cały czas siedziała bardzo
zamyślona, siedząc na parapecie w swoim dormitorium i patrząc tępo przez okno.
Tak właściwie to dwie osoby, tak dwie. Druga siedziała w „swoim pokoju” w
Pokoju Życzeń.
Hermiona myślała o tym, co się
dzieje między nią, a Fredem. „Przecież nic się nie dzieje. Jesteśmy
przyjaciółmi i tyle” okłamywała sama siebie, a po policzku spłynęła jej mała
łza. Szatynka jest strasznie emocjonalna. Rudzielec natomiast siedząc na
kanapie, na której wcześniej siedziała tamta dziewczyna, trzymał ten stary
sweter wydziergany przez matkę myśląc o dziewczynie. On? Największy dowcipniś i
podrywacz w szkole. To na jego widok wzdychały dziewczęta, a nie na odwrót. Ale
czy, aby na pewno on coś czuje do Miony. Sam nie wie. Być może nie dorósł do
bycia z taką dziewczyną.
-No
cóż, przekonamy się! – zawołał głośno, przecież i tak nikt go nie słyszał.
Wyszedł z pokoju sprężystym krokiem, całkowicie zapominając o swoich
filozoficznych przemyśleniach.
Rudzielec idąc korytarzem na 5
piętrze wpadł na jakąś dziewczynę. Krukonka. Nawet ładna, szczupła, czarne
długie włosy i granatowe oczy. Szybko przeprosił dziewczynę, pozbierał jej
książki i uciekł. Tamta zdążyła się tylko lekko uśmiechnąć.
-Pewnie
normalnie do niej zagadał, ale kurde coś mnie powstrzymało, Miona, taa nieźle
ta mała mi w głowie miesza.- przypomniał sobie o szatynce –Co ty widzisz w tej
dziewczynie?
Na nieszczęście chłopaka jego
cudowny brat bliźniak akurat wyszedł zza zakrętu i uśmiechnął się do niego z
politowaniem.
-Rozumiem,
że jak się zakochałeś do gadasz sam do siebie, ale rób to u siebie w
dormitorium, a nie na środku korytarza z maślanymi oczami.
-Że
co?! Ja? Zakochany? Niby w kim. –Młodszy bliźniak udał rozbawienie tą sytuacją,
ale George znał go tak dobrze jak samego siebie i od razu rozpoznał
zdenerwowanie brata.
-W
naszej Mionce z tego co widzę, Freddie –zaśmiał się rudzielec.
-Chyba
żartujesz, w Mionie. Pff… tej kujonce. Może i jest ładna, ale od razu, że się
zakochałem. Ona mnie nie interesuje. –miał nadzieje, że brat nie wyczuje
niczego w jego głosie. Jednak ten okazał się sprytniejszy.
-No
skoro tak to spoko. Myślałem, żeby może się z nią umówić, w końcu ostatnio
często gadamy. Może wyniknie z tego coś więcej. –uśmiechnął się zadziornie i
już widział pulsującą żyłkę, na czole bliźniaka.
-No
chyba żartujesz! –W przypływie emocji docisnął brata do ściany, ale po chwili
się opamiętał i puścił go, a tamten tylko się śmiał.
-A
jednak braciszku. I szczerze współczuję, będziesz miał z nią ciężkie życie.
*
-Miona.
Widzą, że coś się dzieje między tobą, a Fredem. I nie wymiguj się. –Lavender
próbowała wyciągnąć coś wiecęj z Hermiony.
-Co?
Nie, nie. Nic się nie dzieje. –dziewczyna niestety nie umiała kłamać. Chciała
jak najszybciej zakończyć tą rozmowę. –A tak poza tym muszę iść do… eee… no do
biblioteki!
-Ehh…
No dobra. Dokończymy tą rozmowę później, razem z Gin, więc się tak łatwo nie
wymigasz.
Dziewczyna szybko wyszła z
dormitorium i skierowała się w bliżej nieokreślonym kierunku. Szła powoli
szerokim korytarzem na 5 piętrze. Portrety na ścianie po jej lewej stronie
bacznie się jej przyglądały. Nie wiedziała czemu są takie poważne i gapią się
na nią jakby im matkę patelnią zabiła. Tuż przed tym jak miała wejść w zakręt
usłyszała rozmowę. Jeden głos był ciepły, głęboki i zachrypnięty, drugi
podobny, ale trochę bardziej dziecinny. To byli bliźniacy. Mimo, iż nie chciała
podsłuchiwać to zatrzymała się i przysłuchała z uwagą.
- Że
co?! Ja? Zakochany? Niby w kim. –„To Fred. Brat go nieźle zdenerwował”
pomyślała i uśmiechnęła się pod nosem.
- W
naszej Mionce z tego co widzę, Freddie. –Hermiona musiała przytrzymać usta
dłońmi, aby jej nie usłyszeli. Przylgnęła bliżej ściany i odrobinę przesunęła
się w ich kierunku. Teraz widziała ich obu. George opierał się o ścianę, a Fred
stanął naprzeciwko niego tak, że rude włosy zasłoniły jego twarz przed
Gryfonką.
-Chyba
żartujesz, w Mionie. Pff… tej kujonce. Może i jest ładna, ale od razu, że się
zakochałem. Ona mnie nie interesuje. –W oczach Hermiony zebrały się łzy. W
sumie, czego ona się spodziewała, że największy dowcipniś w Hogwarcie się w
niej zakocha. Już chciała uciec, ale usłyszała jeszcze parę słów.
-No
skoro tak to spoko. Myślałem, żeby może się z nią umówić, w końcu ostatnio
często gadamy. Może wyniknie z tego coś więcej. –Gryfonka wiedziała, że ten
chce tylko podpuścić Freda, a tak naprawdę raczej nie chce się z nią umawiać.
--No
chyba żartujesz! –Krzyknął i dziewczyna zobaczyła jak przyciska brata to
ściany. Omal nie pisnęła.
Szybko oddaliła się z miejsca zdarzenia. Nie wiedziała
gdzie iść, lepiej, żeby bliźniacy się nie dowiedzieli o tym, że ich słyszała.
Widziała jak Fred wybiega zza rogu i przyśpieszyła tępa. Na szczęście wpadł na
jakąś dziewczynę ze Slytherinu i nie widział szatynki.
-Kurwa
–potknęła się i upadła prosto na siedzącego na ziemi pod ścianą Rona. Nigdy nie
używała takich słów, ale teraz sama nie wiedziała co ma zrobić.
-Wow,
Miona. Nie dość, że nieźle klniesz to jeszcze upadasz mi prosto na kolana.
–zaśmiał się lekko zdziwiony rudzielec.
-Oh.
Nie bądź głupi, Ronaldzie. –Już chciała wstać z chłopaka, ale ten ją
przytrzymał, i akurat musiał napatoczyć się Fred.
-Eee…
Hej. –powiedział lekko zmieszany tym dwuznacznym widokiem.
-Fred!
Pomożesz mi. Chcę wstać, ale Ronald mnie nie puszcza i zagapił się na coś jakby
ktoś go potraktował zaklęciem Imperius.
Rudzielec jednym ruchem złapał
dziewczynę w talii i podniósł do góry. Obrócił się z nią w powietrzu i postawił
na ziemi obok. Po minie Rona, który nagle oprzytomniał widać było, że starszy
brat nieźle go wkurzył. Fred dość zdziwił się, gdy złapał Hermionę w talii. Nie
spodziewał się, że dziewczyna jest taka szczupła. Pod tą bezkształtną szatą nic
nie było widać.
-Dzięki
Freddie. –Uśmiechnęła się, cmoknęła rudzielca w policzek, rzuciła jeszcze
wrogie spojrzenie Ronaldowi i poszła w głąb korytarza.
Fred stał jakby zapatrzony w
miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała Hermiona i delikatnie dotknął
policzka. Gdy ocknął się i zobaczył minę młodszego brata uśmiechnął się kpiąco
i odszedł w tym samym kierunku co dziewczyna. Długo chodził, ale nie mógł jej
znaleźć. W końcu skierował się do swojego ulubionego miejsca, jakim rzecz jasna
był Pokój Życzeń. Niestety pewna Gryfonka złośliwie również tam się wybrała,
weszła do pokoju Freda, który, jak uważała był teraz również jej pokojem.
-Miona.
Co ty znowu robisz w moim pokoju? –zapytał lekko poirytowany.
-A
od kiedy to jest twój pokój? –zapytała złośliwie wstając z fotela i podchodząc
do rudzielca. Ten pochylił się lekko, że ich twarze były o wiele za blisko
siebie. Już się rozmarzył, ale po chwili poczuł drobną dłoń dziewczyny na swoim
policzku, która agresywnie coś z niej wycierała. –Trochę cie ubrudziłam.
–Zaśmiała się. Był na nią zły, że zabrała mu coś co sama mu dała. Nigdy nie
cieszył się tak ze zwykłego buziaka. Nie o się nie cieszył, on wtedy
zaniemówił. Żadna dziewczyna nigdy czegoś takiego nie spowodowała w rudzielcu.
Jednak za chwilę odzyskał swój dawny wyraz twarzy. Zbliżył się jeszcze bardziej
i powiedział.
-Dlaczego
go wytarłaś? –spytał z udawanym oburzeniem. –Teraz należy mi się drugi –I
nadstawił drugi policzek pokazując palcem miejsce, na którym chce otrzymać
buziaka.
-Jesteś
okropny, Fred! –odparła, ale z wielką przyjemnością cmoknęła chłopaka w
policzek. Zaraz po tym wymierzyła mu policzek i uśmiechnęła się niczym
prawdziwa ślizgonka. Ten lekko zdziwiony zawołał.
-Nieładnie,
panno Granger, bardzo nieładnie. Chyba czas na karę! –I zaczęli się ganiać po
całym pokoju jak małe dzieci śmiejąc się przy tym w niebogłosy. Gdy w końcu
„Lady Miona” została schwytana przez „Sir Cadogana Jr.” Fred zawołał:
-Oh,
i co teraz Pani zrobi?
-Sama
nie wiem. –Uśmiechnęła się zawadiacko. Fredowi bardzo spodobał się ten uśmiech.
–A czego Sir ode mnie oczekuje?
-Chyba
wiem. Za ten policzek po proszę całusa w czoło lub… -I wskazał na palcem na
swoje usta robiąc przy tym dziewczęcą minkę i trzepocząc rzęsami.
Oh!
Nie ma mowy! –podobała jej się druga opcja, ale duma kazała jej jeszcze trochę
się pokrócić z Sir Cadoganem Jr.
-Zatem
nie puszczę Pani. –powiedział teatralnie trzymając dziewczynę w pasie, aby mu
przypadkiem nie uciekła.
-No
dobrze, wybieram pierwszą opcję! –stwierdziła zadowolona, a bliźniak na to
wyprostował się na tyle aby dosięgła jego ust, ale nie miała szans dosięgnąć
czoła. –Sprytnie to wymyśliłeś. –I szybko cmoknęła go w usta i uciekła z Pokoju
Życzeń krzycząc przy tym, a Fred rzucił się w pogoń za dziewczyną.
;) nie złe
OdpowiedzUsuń;) nie złe
OdpowiedzUsuńsuper
OdpowiedzUsuń