czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział 3

               Pogoda była słoneczna. Wszyscy cieszyli się z ostatniego weekendu w szkole magii. Wiadome było, że czeka ich jeszcze tydzień nauki (chociaż profesorowie już im odpuszczali i zadawali mniej prac domowych) i w końcu wrócą do domu rozpoczynając przy tym wakacje. Tylko jedna osoba cały czas siedziała bardzo zamyślona, siedząc na parapecie w swoim dormitorium i patrząc tępo przez okno. Tak właściwie to dwie osoby, tak dwie. Druga siedziała w „swoim pokoju” w Pokoju Życzeń.
                Hermiona myślała o tym, co się dzieje między nią, a Fredem. „Przecież nic się nie dzieje. Jesteśmy przyjaciółmi i tyle” okłamywała sama siebie, a po policzku spłynęła jej mała łza. Szatynka jest strasznie emocjonalna. Rudzielec natomiast siedząc na kanapie, na której wcześniej siedziała tamta dziewczyna, trzymał ten stary sweter wydziergany przez matkę myśląc o dziewczynie. On? Największy dowcipniś i podrywacz w szkole. To na jego widok wzdychały dziewczęta, a nie na odwrót. Ale czy, aby na pewno on coś czuje do Miony. Sam nie wie. Być może nie dorósł do bycia z taką dziewczyną.
-No cóż, przekonamy się! – zawołał głośno, przecież i tak nikt go nie słyszał. Wyszedł z pokoju sprężystym krokiem, całkowicie zapominając o swoich filozoficznych przemyśleniach.
                Rudzielec idąc korytarzem na 5 piętrze wpadł na jakąś dziewczynę. Krukonka. Nawet ładna, szczupła, czarne długie włosy i granatowe oczy. Szybko przeprosił dziewczynę, pozbierał jej książki i uciekł. Tamta zdążyła się tylko lekko uśmiechnąć.
-Pewnie normalnie do niej zagadał, ale kurde coś mnie powstrzymało, Miona, taa nieźle ta mała mi w głowie miesza.- przypomniał sobie o szatynce –Co ty widzisz w tej dziewczynie?
                Na nieszczęście chłopaka jego cudowny brat bliźniak akurat wyszedł zza zakrętu i uśmiechnął się do niego z politowaniem.
-Rozumiem, że jak się zakochałeś do gadasz sam do siebie, ale rób to u siebie w dormitorium, a nie na środku korytarza z maślanymi oczami.
-Że co?! Ja? Zakochany? Niby w kim. –Młodszy bliźniak udał rozbawienie tą sytuacją, ale George znał go tak dobrze jak samego siebie i od razu rozpoznał zdenerwowanie brata.
-W naszej Mionce z tego co widzę, Freddie –zaśmiał się rudzielec.
-Chyba żartujesz, w Mionie. Pff… tej kujonce. Może i jest ładna, ale od razu, że się zakochałem. Ona mnie nie interesuje. –miał nadzieje, że brat nie wyczuje niczego w jego głosie. Jednak ten okazał się sprytniejszy.
-No skoro tak to spoko. Myślałem, żeby może się z nią umówić, w końcu ostatnio często gadamy. Może wyniknie z tego coś więcej. –uśmiechnął się zadziornie i już widział pulsującą żyłkę, na czole bliźniaka.
-No chyba żartujesz! –W przypływie emocji docisnął brata do ściany, ale po chwili się opamiętał i puścił go, a tamten tylko się śmiał.
-A jednak braciszku. I szczerze współczuję, będziesz miał z nią ciężkie życie.


*


-Miona. Widzą, że coś się dzieje między tobą, a Fredem. I nie wymiguj się. –Lavender próbowała wyciągnąć coś wiecęj z Hermiony.
-Co? Nie, nie. Nic się nie dzieje. –dziewczyna niestety nie umiała kłamać. Chciała jak najszybciej zakończyć tą rozmowę. –A tak poza tym muszę iść do… eee… no do biblioteki!
-Ehh… No dobra. Dokończymy tą rozmowę później, razem z Gin, więc się tak łatwo nie wymigasz.
                Dziewczyna szybko wyszła z dormitorium i skierowała się w bliżej nieokreślonym kierunku. Szła powoli szerokim korytarzem na 5 piętrze. Portrety na ścianie po jej lewej stronie bacznie się jej przyglądały. Nie wiedziała czemu są takie poważne i gapią się na nią jakby im matkę patelnią zabiła. Tuż przed tym jak miała wejść w zakręt usłyszała rozmowę. Jeden głos był ciepły, głęboki i zachrypnięty, drugi podobny, ale trochę bardziej dziecinny. To byli bliźniacy. Mimo, iż nie chciała podsłuchiwać to zatrzymała się i przysłuchała z uwagą.
- Że co?! Ja? Zakochany? Niby w kim. –„To Fred. Brat go nieźle zdenerwował” pomyślała i uśmiechnęła się pod nosem.
- W naszej Mionce z tego co widzę, Freddie. –Hermiona musiała przytrzymać usta dłońmi, aby jej nie usłyszeli. Przylgnęła bliżej ściany i odrobinę przesunęła się w ich kierunku. Teraz widziała ich obu. George opierał się o ścianę, a Fred stanął naprzeciwko niego tak, że rude włosy zasłoniły jego twarz przed Gryfonką.
-Chyba żartujesz, w Mionie. Pff… tej kujonce. Może i jest ładna, ale od razu, że się zakochałem. Ona mnie nie interesuje. –W oczach Hermiony zebrały się łzy. W sumie, czego ona się spodziewała, że największy dowcipniś w Hogwarcie się w niej zakocha. Już chciała uciec, ale usłyszała jeszcze parę słów.
-No skoro tak to spoko. Myślałem, żeby może się z nią umówić, w końcu ostatnio często gadamy. Może wyniknie z tego coś więcej. –Gryfonka wiedziała, że ten chce tylko podpuścić Freda, a tak naprawdę raczej nie chce się z nią umawiać.
--No chyba żartujesz! –Krzyknął i dziewczyna zobaczyła jak przyciska brata to ściany. Omal nie pisnęła.
Szybko oddaliła się z miejsca zdarzenia. Nie wiedziała gdzie iść, lepiej, żeby bliźniacy się nie dowiedzieli o tym, że ich słyszała. Widziała jak Fred wybiega zza rogu i przyśpieszyła tępa. Na szczęście wpadł na jakąś dziewczynę ze Slytherinu i nie widział szatynki.
-Kurwa –potknęła się i upadła prosto na siedzącego na ziemi pod ścianą Rona. Nigdy nie używała takich słów, ale teraz sama nie wiedziała co ma zrobić.
-Wow, Miona. Nie dość, że nieźle klniesz to jeszcze upadasz mi prosto na kolana. –zaśmiał się lekko zdziwiony rudzielec.
-Oh. Nie bądź głupi, Ronaldzie. –Już chciała wstać z chłopaka, ale ten ją przytrzymał, i akurat musiał napatoczyć się Fred.
-Eee… Hej. –powiedział lekko zmieszany tym dwuznacznym widokiem.
-Fred! Pomożesz mi. Chcę wstać, ale Ronald mnie nie puszcza i zagapił się na coś jakby ktoś go potraktował zaklęciem Imperius.
                Rudzielec jednym ruchem złapał dziewczynę w talii i podniósł do góry. Obrócił się z nią w powietrzu i postawił na ziemi obok. Po minie Rona, który nagle oprzytomniał widać było, że starszy brat nieźle go wkurzył. Fred dość zdziwił się, gdy złapał Hermionę w talii. Nie spodziewał się, że dziewczyna jest taka szczupła. Pod tą bezkształtną szatą nic nie było widać.
-Dzięki Freddie. –Uśmiechnęła się, cmoknęła rudzielca w policzek, rzuciła jeszcze wrogie spojrzenie Ronaldowi i poszła w głąb korytarza.
                Fred stał jakby zapatrzony w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała Hermiona i delikatnie dotknął policzka. Gdy ocknął się i zobaczył minę młodszego brata uśmiechnął się kpiąco i odszedł w tym samym kierunku co dziewczyna. Długo chodził, ale nie mógł jej znaleźć. W końcu skierował się do swojego ulubionego miejsca, jakim rzecz jasna był Pokój Życzeń. Niestety pewna Gryfonka złośliwie również tam się wybrała, weszła do pokoju Freda, który, jak uważała był teraz również jej pokojem.
-Miona. Co ty znowu robisz w moim pokoju? –zapytał lekko poirytowany.
-A od kiedy to jest twój pokój? –zapytała złośliwie wstając z fotela i podchodząc do rudzielca. Ten pochylił się lekko, że ich twarze były o wiele za blisko siebie. Już się rozmarzył, ale po chwili poczuł drobną dłoń dziewczyny na swoim policzku, która agresywnie coś z niej wycierała. –Trochę cie ubrudziłam. –Zaśmiała się. Był na nią zły, że zabrała mu coś co sama mu dała. Nigdy nie cieszył się tak ze zwykłego buziaka. Nie o się nie cieszył, on wtedy zaniemówił. Żadna dziewczyna nigdy czegoś takiego nie spowodowała w rudzielcu. Jednak za chwilę odzyskał swój dawny wyraz twarzy. Zbliżył się jeszcze bardziej i powiedział.
-Dlaczego go wytarłaś? –spytał z udawanym oburzeniem. –Teraz należy mi się drugi –I nadstawił drugi policzek pokazując palcem miejsce, na którym chce otrzymać buziaka.
-Jesteś okropny, Fred! –odparła, ale z wielką przyjemnością cmoknęła chłopaka w policzek. Zaraz po tym wymierzyła mu policzek i uśmiechnęła się niczym prawdziwa ślizgonka. Ten lekko zdziwiony zawołał.
-Nieładnie, panno Granger, bardzo nieładnie. Chyba czas na karę! –I zaczęli się ganiać po całym pokoju jak małe dzieci śmiejąc się przy tym w niebogłosy. Gdy w końcu „Lady Miona” została schwytana przez „Sir Cadogana Jr.” Fred zawołał:
-Oh, i co teraz Pani zrobi?
-Sama nie wiem. –Uśmiechnęła się zawadiacko. Fredowi bardzo spodobał się ten uśmiech. –A czego Sir ode mnie oczekuje?
-Chyba wiem. Za ten policzek po proszę całusa w czoło lub… -I wskazał na palcem na swoje usta robiąc przy tym dziewczęcą minkę i trzepocząc rzęsami.
Oh! Nie ma mowy! –podobała jej się druga opcja, ale duma kazała jej jeszcze trochę się pokrócić z Sir Cadoganem Jr.
-Zatem nie puszczę Pani. –powiedział teatralnie trzymając dziewczynę w pasie, aby mu przypadkiem nie uciekła.

-No dobrze, wybieram pierwszą opcję! –stwierdziła zadowolona, a bliźniak na to wyprostował się na tyle aby dosięgła jego ust, ale nie miała szans dosięgnąć czoła. –Sprytnie to wymyśliłeś. –I szybko cmoknęła go w usta i uciekła z Pokoju Życzeń krzycząc przy tym, a Fred rzucił się w pogoń za dziewczyną.

czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział 2 – Przecież to tylko Fred Weasley, a nie jakiś książę z bajki

Gdy stanął przy ścianie, na której za chwilę miały pojawić się drzwi usłyszał kroki. To Filch, był jeszcze daleko, więc pomyślał „Chcę znaleźć Hermionę” i szybko wślizgnął się do pokoju o włos uciekając woźnemu. Stał chwilę opierając się o ścianę i dopiero po chwili dostrzegł małą postać siedzącą w fotelu. Dziewczyna usnęła, a jeszcze przed tym założyła na siebie o wiele za duży sweter rudzielca.
-Kurde, obudzić ją czy nie? –wyszeptał sam do siebie, a dziewczyna otworzyła oczy.
-Fred. Czemu gadasz sam do siebie? –powiedziała cicho przeciągając się na fotelu. Na policzkach jeszcze miała ślady po wyschniętych łzach.
-Miona, jak ty trafiłaś do TEGO pokoju? –to było dla niego bardzo dziwne, ponieważ pokój, do którego wchodziły osoby, które chciały być same jest inny. Ten pokój jest jego i tylko jego. Nie wiedział jak szatynka się tutaj dostała.
-Nieważne… Po co przyszedłeś?
-No wiesz, głupio się zachowałem. Chciałem cię przeprosić. –spuścił głowę ukrywając twarz w rudych włosach.
                Dziewczyna wstała i przytuliła go. Na chwilę zapomniał o tej całej Johnson i o wszystkich. Słuchali nawzajem swoich oddechów. Chciał ją pocałować, ale wiedział, że nie może. Ron by go zabił. Ach Ronuś, Ronuś, zaklepał sobie dziewczynę, a udaje przed nią, że jej nie kocha. Ale w końcu to mój brat. Nie zrobię mu tego. Z wielkim bólem Fred oderwał się od dziewczyny i nałożył na twarz typowy dla siebie złośliwy uśmieszek.
-No właśnie. A co robisz w moim swetrze? –zapytał, na co dziewczyna zarumieniła się.
-Ehm… Było mi zimno! Tak bardzo zimno. –„Tak, tak tylko jego sweter był taki przyjemny i pachnął Fredem… nie stop! Przecież to tylko Fred Weasley, a nie jakiś książę z bajki”.
-Halo, Miona! –Machał szatynce rękami przed twarzą widząc, że się dziwnie zamyśliła. –No dobra w ramach przeprosin zapraszam cię na kremowe piwo co ty na to?
-No ok. –Dziewczynie od razu poprawił się humor.


*


                Ginny właśnie siedziała w pokoju wspólnym wraz z Georgem, Ronem i Harrym. Zawzięcie dyskutowali o quidditchu, nie przejmując się Fredem i Hermioną, których nie było od śniadania. Gdy bliźniak opowiadał Rudej jak dostał tłuczkiem w głowę na 2 roku i leżał w Skrzydle przez 2 miesiące, podszedł do nich Dean Thomas.
-Hej Gin, możemy pogadać? –zwrócił się do dziewczyny bardzo pewnie nie zważając na jej starszych braci oraz Harrego, którzy uważnie mu się przyglądali.
-Jasne –odrzekła lekko zdziwiona.
-Gin, może masz ochotę na spacer po błoniach, hmm? –Spytał i rzucił dziewczynie zalotne spojrzenie.
-Czemu nie.
                Nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Postanowiła, że się zgodzi, ponieważ Harry i tak się nią nie interesuje, a może nawet zrobi się trochę zazdrosny. Natomiast Dean jest bardzo fajny i  co najważniejsze - przystojny.
                Bracia, i Harry po chwili ciszy zaczęli rozmawiać na temat Ginny. Było widać po Wybrańcu, że tłumi zazdrość. Natomiast Ron poczerwieniał.
-Ej, a co jak ona zacznie z nim chodzić? –wypalili naraz rudzielec i wybraniec.
-Spokojnie, chłopaki. –zaśmiał się George. –Jak coś to ją odbijesz. –mrugnął do Harrego.
-Własnie. Strasznie długo nie ma Hermiony i Freda. Jak myślicie gdzie są? –zmartwił się Ron.
-No raczej od 4 godzin jej nie pociesza. –zażartował bliźniak i wszyscy zachichotali jak małe dziewczynki i całkowicie zapomnieli o temacie tej dwójki. Tylko Ronald jeszcze myślał o Hermionie. Być może był zazdrosny, ale o co? Przecież nie wiedział co robią i czy w ogóle są razem.


*


                Dean specjalnie przystanął nad brzegiem jeziora. Długo rozmawiali, śmiejąc się, żartując, ale teraz przyszła chwila niepewności. Złapał dziewczynę za ręce, spojrzał głęboko w oczy, delikatnie się uśmiechnął i spytał.
-Gin, zostaniesz moją dziewczyną? –spytał nie odrywając wzroku od jej brązowych oczu.

                Ta tylko się uśmiechnęła i bardzo mocno się przytulili. Z powrotem popatrzyli na siebie i Dean namiętnie pocałował dziewczynę. Postanowili, że na razie nikomu o tym nie powiedzą. Niestety z odległości kilkudziesięciu stóp pewna osoba obserwowała  całe zajście.





Jest rozdział drugi :) Bardzo szybko udało mi się go napisać. Myślę, że idzie mi nie najgorzej. Następny rozdział 21 sierpnia, następne rozdziały będą dłuższe.

wtorek, 4 sierpnia 2015

Informacje i zmiany w fabule

1. Ginny jest na tym samym roku co Hermiona.
2. Hermiona, Ginny, Lavender i Parvati mieszkają razem w dormitorium.
3. Fred i George, oraz ich przyjaciele są tylko rok starsi.
4. Główni bohaterowie i ich przyjaciele kończą 5 rok nauki, a bliźniacy i ich przyjaciele 6.
5.Syriusz żyje.
6.Percy po zakończeniu szkoły nie oddalił się od rodziców, rodzeństwa oraz przyjaciół. Święta i wakacje spędza w Norze z coraz to nowymi towarzyszkami :P

Chciałam uniknąć nieporozumień związanych z fabułą. Następny rozdział najprawdopodobniej dodam albo jeszcze w tym tygodniu lub już 21 sierpnia, ponieważ wyjeżdżam. Proszę o komentarze pod rozdziałami i udzielanie mi wskazówek. Wszystkie wasze wypowiedzi są dla mnie bardzo ważne :)

Rozdział 1 - Hermiona Granger i Fred Weasley, już to widzę.


-Chyba żartujesz Gin. Ja i Ron?
-No a czemu nie- odparła Ruda ze złośliwym uśmieszkiem typowym dla Weasleyów.
-Coś mi w nim nie pasuje…
Dziewczyny jeszcze chwilę rozmawiały i wyruszyły na śniadanie. Była sobota, więc później mogły mieć cały dzień dla siebie. W pokoju wspólnym czekali na nie Ron, Harry i ku zdziwieniu dziewczyn bliźniacy. Fred zazwyczaj chodził wszędzie ze swoją „cudowną” dziewczyną Angeliną Johnson, natomiast George towarzyszył im z Lee Jordanem. Szatynkę lekko zdziwił ten widok, lecz postanowiła się tym nie przejmować.
Hermiona od niedawna zaczęła ubierać się bardziej kobieco. Chciała podkreślić swoje atuty, które wcześniej ukrywała pod bezkształtną szkolną szatą. Dziewczyna bardzo wydoroślała, już nie miała twarzyczki małego dziecka, ale piękną twarz z kobiecymi rysami, którą przysłaniała już nie burza loków, lecz uczesane włosy do ramion o równych falach. Tą zmianę postrzegło wiele osób z jej otoczenia, np. Ron, który od dawna podkochuje się w dziewczynie. Również kilku innych Gryfonów, lecz żaden nie podjął się lub po prostu nie chciał jejpoderwać. Jednak ona się tym szczególnie nie przejęła.
-Hej, Harry- zawołała Ruda do obiektów swoich westchnień jakim był wybraniec.
-Ehmm… A hej, Gin. –wyrwał się z zamyślenia. Chłopak cały czas myślał o Voldemorcie i o tym jak uda mu się go pokonać. Dobrze wie, że Ginny czuje do niego coś więcej, on również już od dawna coś do niej czuje, lecz bai się przyznać, bo najpierw chce się rozprawić z Voldemortem. Niestety Ginny nie ma zamiaru siedzieć i czekać wieczność.
                Wszyscy razem ruszyli do Wielkiej Sali. Hermiona zauważyła, że Fred cały czas ma głowę spuszczoną do dołu, przez co jego półdługie, rude włosy przysłaniały mu twarz. Może pokłócił się z Angeliną. Nie wiedzieć czemu szatynka dostała przypływu nadziei. Przecież z Fredem są jak brat i siostra. Wszyscy Weasleye często to podkreślają, pokazując, że może się czuć częścią ich rodziny.
                Przy śniadaniu Fred dziwnie zerkał na Mionę. Już od jakiegoś roku chciał trochę poszerzyć ich znajomość, ale przy każdej próbie Ron albo rzucał się na niego jak wściekła małpa albo rozbrajał go wzrokiem godnym bazyliszka. Nie chciał, aby brat był na niego zły postanowił odpuścić sobie, ale to nie było takie proste.
-Hej Fred czemu jesteś taki markotny? To do ciebie niepodobne. –odezwał się Ron przerywając ciszę przy stole Gryfonów.
-Chodzi o Angelę? –wcięła się Hermiona, sama nie wiedziała czemu. Fred jakoś bardziej interesował ją od reszty rodzeństwa.
-A co cie to Granger? –warknął na dziewczynę. Sam nie wiedział czemu tak się zezłościł, ale ona niestety trafiła w samo sedno.
-Ja… -zaczynała się jąkać, ale rudzielec jej przerwał.
-Rzuciła mnie… -powiedział cicho, ale pewnie, choć wewnątrz siebie krzyczał. –Pewnie masz teraz nadzieję, że masz u mnie szanse co? Lecz zasmucę cię, nie masz i to najmniejszych. Hermiona Granger i Fred Weasley już to widzę. – Cały stół Gryfonów ryknął śmiechem. Chłopak nie wiedział co go napadło. Jeszcze nie doszło do niego, że będzie tego bardzo żałował.
                Do oczu Hermiony napłynęły łzy. Nie wiedziała, czemu on tak ją skrzywdził. Uciekła biegiem z Wielkiej Sali i skierowała się do Pokoju Życzeń. Miała nadzieje, że nikt jej nie znajdzie. Stojąc pod ścianą, na której miały za chwilę pojawić się ogromne drzwi pomyślała „Gdzieś gdzie nikt mnie nie znajdzie”, lecz zanim pojawiło się wejście przebiegła jej przez głowę jeszcze jedna, krótka myśl. Fred również czasami znikał, nikt nie wiedział gdzie, więc pewnie w Pokoju Życzeń, no bo gdzie indziej. Pomyślała, że chce wejść do tego pomieszczenia, w którym on się ukrywał. Weszła do środka. Pokój był przestronny. Pod ścianami stało dużo mebli, a na tablicy korkowej na jednej ze ścian było mnóstwo zdjęć. Dużo czarodziejów musiało tu przychodzić w smutnych chwilach i przywieszać swoje lub czyjeś zdjęcia. Na środku stały dwa zapadnięte fotele. Usiadła na jednym z nich szczególnie mu się nie przyglądając. Poczuła, że siedzi na jakimś ubraniu. Szybko wyciągnęła owe ubranie. Był to dziergany sweter z literą F, czyli Fred. Zatem udało jej się trafić do „jego pokoju”. Była sobota, więc nie musiała śpieszyć się na żadne zajęcia. Rozsiadła się i trzymając w ramiona sweter Freda powrotem rozpłakała się.


*

-No wiesz Fred, przesadziłeś. –powiedział szczerze starszy bliźniak.
-Nie czepiaj się. Przecież wiesz, że nie chciałem. –Chłopak był już zdołowany rozstaniem z Angeliną, ale to zeszło na drugi plan przy tym co zrobił swojej przyjaciółce. Właśnie przyjaciółce, ale czy na pewno. Może nie będzie go chciała znać, ale wręcz przeciwnie. Uśmiechnął się pod nosem
-No stary z czego się tak cieszysz. Że dziewczyna wypłakuje przez ciebie oczy?
-Nie, nie już nic.
-Nie no musisz ją znaleźć. Na pewno nie poszła do dormitorium, więc nie opłaca ci się iść do Wieży Gryfonów.
-Chyba wiem gdzie może być… -I rzucił się biegiem. Zniknął za rogiem jeszcze zanim starszy bliźniak się obrócił.

-Pfff… Niech biegnie. –zaśmiał się pod nosem.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Oto i pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że jest nie najgorzej. Jestem nowicjuszką, a Fremione to moje życie. Pozwala mi się oderwać od świata. Komentujcie i pamiętajcie, że każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny.

Prolog

Biegł. Bał się, że nie zdąży jej odzyskać. Sądził, że ona już go nie chce. Tak bardzo się mylił. Stała na Wieży Astronomicznej- najwyższej wieży w Hogwarcie. Była gotowa w każdej chwili skoczyć. To by zakończyło jej cierpienie. Jeszcze biła się z myślami, kiedy usłyszała otwieranie się skrzypiących drzwi. To on, wybiegł na deszcz i szybko złapał ją całą mokrą w pasie i cofnął się z niebezpiecznego punktu.
-Fre… -zająknęła się ze łzami, lecz zamknął jej usta pocałunkiem. Najdelikatniejszym pocałunkiem na świecie. Teraz już była bezpieczna.
-Nie pozwolę cię nikomu skrzywdzić. A zwłaszcza sobie. To wszystko moja wina.
-Nieprawda Freddie… -Pogłaskała go po policzku swoją drobną dłonią.

-Kocham cię Miona – i znów ją pocałował, biorąc ją na ręce.



Oto Prolog do nowego blogu Fremione. Bardzo się bałam podjąć tą tematykę ze względu na skomplikowany mózg Freda :P Jednak przełamałam się i mam nadzieję, że wam się spodoba. Jestem amatorką więc pamiętajcie, że każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny.