-No
a czemu nie- odparła Ruda ze złośliwym uśmieszkiem typowym dla Weasleyów.
-Coś
mi w nim nie pasuje…
Dziewczyny jeszcze chwilę rozmawiały i wyruszyły na
śniadanie. Była sobota, więc później mogły mieć cały dzień dla siebie. W pokoju
wspólnym czekali na nie Ron, Harry i ku zdziwieniu dziewczyn bliźniacy. Fred
zazwyczaj chodził wszędzie ze swoją „cudowną” dziewczyną Angeliną Johnson,
natomiast George towarzyszył im z Lee Jordanem. Szatynkę lekko zdziwił ten
widok, lecz postanowiła się tym nie przejmować.
Hermiona od niedawna zaczęła ubierać się bardziej
kobieco. Chciała podkreślić swoje atuty, które wcześniej ukrywała pod
bezkształtną szkolną szatą. Dziewczyna bardzo wydoroślała, już nie miała
twarzyczki małego dziecka, ale piękną twarz z kobiecymi rysami, którą
przysłaniała już nie burza loków, lecz uczesane włosy do ramion o równych
falach. Tą zmianę postrzegło wiele osób z jej otoczenia, np. Ron, który od
dawna podkochuje się w dziewczynie. Również kilku innych Gryfonów, lecz żaden
nie podjął się lub po prostu nie chciał jejpoderwać. Jednak ona się tym
szczególnie nie przejęła.
-Hej,
Harry- zawołała Ruda do obiektów swoich westchnień jakim był wybraniec.
-Ehmm…
A hej, Gin. –wyrwał się z zamyślenia. Chłopak cały czas myślał o Voldemorcie i
o tym jak uda mu się go pokonać. Dobrze wie, że Ginny czuje do niego coś
więcej, on również już od dawna coś do niej czuje, lecz bai się przyznać, bo
najpierw chce się rozprawić z Voldemortem. Niestety Ginny nie ma zamiaru
siedzieć i czekać wieczność.
Wszyscy razem ruszyli do
Wielkiej Sali. Hermiona zauważyła, że Fred cały czas ma głowę spuszczoną do
dołu, przez co jego półdługie, rude włosy przysłaniały mu twarz. Może pokłócił
się z Angeliną. Nie wiedzieć czemu szatynka dostała przypływu nadziei. Przecież
z Fredem są jak brat i siostra. Wszyscy Weasleye często to podkreślają, pokazując, że może się czuć częścią ich rodziny.
Przy śniadaniu Fred dziwnie
zerkał na Mionę. Już od jakiegoś roku chciał trochę poszerzyć ich znajomość,
ale przy każdej próbie Ron albo rzucał się na niego jak wściekła małpa albo
rozbrajał go wzrokiem godnym bazyliszka. Nie chciał, aby brat był na niego zły
postanowił odpuścić sobie, ale to nie było takie proste.
-Hej
Fred czemu jesteś taki markotny? To do ciebie niepodobne. –odezwał się Ron
przerywając ciszę przy stole Gryfonów.
-Chodzi
o Angelę? –wcięła się Hermiona, sama nie wiedziała czemu. Fred jakoś bardziej
interesował ją od reszty rodzeństwa.
-A
co cie to Granger? –warknął na dziewczynę. Sam nie wiedział czemu tak się
zezłościł, ale ona niestety trafiła w samo sedno.
-Ja…
-zaczynała się jąkać, ale rudzielec jej przerwał.
-Rzuciła
mnie… -powiedział cicho, ale pewnie, choć wewnątrz siebie krzyczał. –Pewnie
masz teraz nadzieję, że masz u mnie szanse co? Lecz zasmucę cię, nie masz i to
najmniejszych. Hermiona Granger i Fred Weasley już to widzę. – Cały stół
Gryfonów ryknął śmiechem. Chłopak nie wiedział co go napadło. Jeszcze nie
doszło do niego, że będzie tego bardzo żałował.
Do oczu Hermiony napłynęły łzy.
Nie wiedziała, czemu on tak ją skrzywdził. Uciekła biegiem z Wielkiej Sali i
skierowała się do Pokoju Życzeń. Miała nadzieje, że nikt jej nie znajdzie.
Stojąc pod ścianą, na której miały za chwilę pojawić się ogromne drzwi pomyślała
„Gdzieś gdzie nikt mnie nie znajdzie”, lecz zanim pojawiło się wejście
przebiegła jej przez głowę jeszcze jedna, krótka myśl. Fred również czasami
znikał, nikt nie wiedział gdzie, więc pewnie w Pokoju Życzeń, no bo gdzie
indziej. Pomyślała, że chce wejść do tego pomieszczenia, w którym on się
ukrywał. Weszła do środka. Pokój był przestronny. Pod ścianami stało dużo
mebli, a na tablicy korkowej na jednej ze ścian było mnóstwo zdjęć. Dużo
czarodziejów musiało tu przychodzić w smutnych chwilach i przywieszać swoje lub
czyjeś zdjęcia. Na środku stały dwa zapadnięte fotele. Usiadła na jednym z nich
szczególnie mu się nie przyglądając. Poczuła, że siedzi na jakimś ubraniu. Szybko
wyciągnęła owe ubranie. Był to dziergany sweter z literą F, czyli Fred. Zatem
udało jej się trafić do „jego pokoju”. Była sobota, więc nie musiała śpieszyć
się na żadne zajęcia. Rozsiadła się i trzymając w ramiona sweter Freda powrotem
rozpłakała się.
*
-No
wiesz Fred, przesadziłeś. –powiedział szczerze starszy bliźniak.
-Nie
czepiaj się. Przecież wiesz, że nie chciałem. –Chłopak był już zdołowany
rozstaniem z Angeliną, ale to zeszło na drugi plan przy tym co zrobił swojej
przyjaciółce. Właśnie przyjaciółce, ale czy na pewno. Może nie będzie go
chciała znać, ale wręcz przeciwnie. Uśmiechnął się pod nosem
-No
stary z czego się tak cieszysz. Że dziewczyna wypłakuje przez ciebie oczy?
-Nie,
nie już nic.
-Nie
no musisz ją znaleźć. Na pewno nie poszła do dormitorium, więc nie opłaca ci
się iść do Wieży Gryfonów.
-Chyba
wiem gdzie może być… -I rzucił się biegiem. Zniknął za rogiem jeszcze zanim
starszy bliźniak się obrócił.
-Pfff…
Niech biegnie. –zaśmiał się pod nosem.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto i pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że jest nie najgorzej. Jestem nowicjuszką, a Fremione to moje życie. Pozwala mi się oderwać od świata. Komentujcie i pamiętajcie, że każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Oto i pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że jest nie najgorzej. Jestem nowicjuszką, a Fremione to moje życie. Pozwala mi się oderwać od świata. Komentujcie i pamiętajcie, że każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny.

Cudnie
OdpowiedzUsuń