wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział 1 - Hermiona Granger i Fred Weasley, już to widzę.


-Chyba żartujesz Gin. Ja i Ron?
-No a czemu nie- odparła Ruda ze złośliwym uśmieszkiem typowym dla Weasleyów.
-Coś mi w nim nie pasuje…
Dziewczyny jeszcze chwilę rozmawiały i wyruszyły na śniadanie. Była sobota, więc później mogły mieć cały dzień dla siebie. W pokoju wspólnym czekali na nie Ron, Harry i ku zdziwieniu dziewczyn bliźniacy. Fred zazwyczaj chodził wszędzie ze swoją „cudowną” dziewczyną Angeliną Johnson, natomiast George towarzyszył im z Lee Jordanem. Szatynkę lekko zdziwił ten widok, lecz postanowiła się tym nie przejmować.
Hermiona od niedawna zaczęła ubierać się bardziej kobieco. Chciała podkreślić swoje atuty, które wcześniej ukrywała pod bezkształtną szkolną szatą. Dziewczyna bardzo wydoroślała, już nie miała twarzyczki małego dziecka, ale piękną twarz z kobiecymi rysami, którą przysłaniała już nie burza loków, lecz uczesane włosy do ramion o równych falach. Tą zmianę postrzegło wiele osób z jej otoczenia, np. Ron, który od dawna podkochuje się w dziewczynie. Również kilku innych Gryfonów, lecz żaden nie podjął się lub po prostu nie chciał jejpoderwać. Jednak ona się tym szczególnie nie przejęła.
-Hej, Harry- zawołała Ruda do obiektów swoich westchnień jakim był wybraniec.
-Ehmm… A hej, Gin. –wyrwał się z zamyślenia. Chłopak cały czas myślał o Voldemorcie i o tym jak uda mu się go pokonać. Dobrze wie, że Ginny czuje do niego coś więcej, on również już od dawna coś do niej czuje, lecz bai się przyznać, bo najpierw chce się rozprawić z Voldemortem. Niestety Ginny nie ma zamiaru siedzieć i czekać wieczność.
                Wszyscy razem ruszyli do Wielkiej Sali. Hermiona zauważyła, że Fred cały czas ma głowę spuszczoną do dołu, przez co jego półdługie, rude włosy przysłaniały mu twarz. Może pokłócił się z Angeliną. Nie wiedzieć czemu szatynka dostała przypływu nadziei. Przecież z Fredem są jak brat i siostra. Wszyscy Weasleye często to podkreślają, pokazując, że może się czuć częścią ich rodziny.
                Przy śniadaniu Fred dziwnie zerkał na Mionę. Już od jakiegoś roku chciał trochę poszerzyć ich znajomość, ale przy każdej próbie Ron albo rzucał się na niego jak wściekła małpa albo rozbrajał go wzrokiem godnym bazyliszka. Nie chciał, aby brat był na niego zły postanowił odpuścić sobie, ale to nie było takie proste.
-Hej Fred czemu jesteś taki markotny? To do ciebie niepodobne. –odezwał się Ron przerywając ciszę przy stole Gryfonów.
-Chodzi o Angelę? –wcięła się Hermiona, sama nie wiedziała czemu. Fred jakoś bardziej interesował ją od reszty rodzeństwa.
-A co cie to Granger? –warknął na dziewczynę. Sam nie wiedział czemu tak się zezłościł, ale ona niestety trafiła w samo sedno.
-Ja… -zaczynała się jąkać, ale rudzielec jej przerwał.
-Rzuciła mnie… -powiedział cicho, ale pewnie, choć wewnątrz siebie krzyczał. –Pewnie masz teraz nadzieję, że masz u mnie szanse co? Lecz zasmucę cię, nie masz i to najmniejszych. Hermiona Granger i Fred Weasley już to widzę. – Cały stół Gryfonów ryknął śmiechem. Chłopak nie wiedział co go napadło. Jeszcze nie doszło do niego, że będzie tego bardzo żałował.
                Do oczu Hermiony napłynęły łzy. Nie wiedziała, czemu on tak ją skrzywdził. Uciekła biegiem z Wielkiej Sali i skierowała się do Pokoju Życzeń. Miała nadzieje, że nikt jej nie znajdzie. Stojąc pod ścianą, na której miały za chwilę pojawić się ogromne drzwi pomyślała „Gdzieś gdzie nikt mnie nie znajdzie”, lecz zanim pojawiło się wejście przebiegła jej przez głowę jeszcze jedna, krótka myśl. Fred również czasami znikał, nikt nie wiedział gdzie, więc pewnie w Pokoju Życzeń, no bo gdzie indziej. Pomyślała, że chce wejść do tego pomieszczenia, w którym on się ukrywał. Weszła do środka. Pokój był przestronny. Pod ścianami stało dużo mebli, a na tablicy korkowej na jednej ze ścian było mnóstwo zdjęć. Dużo czarodziejów musiało tu przychodzić w smutnych chwilach i przywieszać swoje lub czyjeś zdjęcia. Na środku stały dwa zapadnięte fotele. Usiadła na jednym z nich szczególnie mu się nie przyglądając. Poczuła, że siedzi na jakimś ubraniu. Szybko wyciągnęła owe ubranie. Był to dziergany sweter z literą F, czyli Fred. Zatem udało jej się trafić do „jego pokoju”. Była sobota, więc nie musiała śpieszyć się na żadne zajęcia. Rozsiadła się i trzymając w ramiona sweter Freda powrotem rozpłakała się.


*

-No wiesz Fred, przesadziłeś. –powiedział szczerze starszy bliźniak.
-Nie czepiaj się. Przecież wiesz, że nie chciałem. –Chłopak był już zdołowany rozstaniem z Angeliną, ale to zeszło na drugi plan przy tym co zrobił swojej przyjaciółce. Właśnie przyjaciółce, ale czy na pewno. Może nie będzie go chciała znać, ale wręcz przeciwnie. Uśmiechnął się pod nosem
-No stary z czego się tak cieszysz. Że dziewczyna wypłakuje przez ciebie oczy?
-Nie, nie już nic.
-Nie no musisz ją znaleźć. Na pewno nie poszła do dormitorium, więc nie opłaca ci się iść do Wieży Gryfonów.
-Chyba wiem gdzie może być… -I rzucił się biegiem. Zniknął za rogiem jeszcze zanim starszy bliźniak się obrócił.

-Pfff… Niech biegnie. –zaśmiał się pod nosem.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Oto i pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że jest nie najgorzej. Jestem nowicjuszką, a Fremione to moje życie. Pozwala mi się oderwać od świata. Komentujcie i pamiętajcie, że każdy komentarz jest dla mnie bardzo ważny.

1 komentarz: